Barack Obama i mity polityczne
Wpisany przez Administrator   
środa, 21 stycznia 2009 21:45

Dopiero co przeżyliśmy globalne zachwycanie się inauguracją prezydentury Baracka Obamy. Dlaczego cały świat i pół Stanów Zjednoczonych połączyły się w prawie że histerii podczas transmisji ceremonii? I skoro ceremonia miała tak szeroki odzew społeczny, to dlaczego następnego dnia najważniejsza światowa giełda Wall Street rozpoczęła dzień od gwałtownego skoku w dół? Bo tak działa potęga mitu politycznego — konwencja prowadzenia polityki i wpływu na wyborców, którą stosuje nowy prezydent USA.

Polityka szuka oręża wszędzie, znalazła je więc także w dawnych i nowych mitach. Mity pełnią ważną rolę polityczną m.in. podtrzymywanie porządku społecznego, umacnianie wartości społecznych, sankcjonowanie przywilejów pewnych grup społecznych, pobudzanie do działania, gdy zachodzą zmiany społeczno-polityczne albo gdy takie zmiany chce się wywołać. Mit polityczny posiada własne osobliwości i pełni szczególne funkcje. Są więc mity, które służą legitymizacji władzy i tych którzy ją sprawują. Stwarzają też poczucie bezalternatywności istniejącego porządku. Z drugiej strony mity inspirują innych do zajęcia miejsca dotychczasowej władzy. Mity sprzyjają zarówno konformizmowi politycznemu, jak i próbom jego zrewoltowania.

Mity od dawna określały hierarchię polityczną, a przede wszystkim podkreślały jej szczyty. Dodatkowe obrzędy polityczne (np. zaprzysiężenie), rytuały, ceremoniały, święta, obchody mają zapewnić osadzenie zachowań politycznych w aurze odwieczności. Rytuały nadają władzy niezwykłość, obdarzają je swoistą sakrą. Jednocześnie tworzą rodzaj teatru z własną dramaturgią, gdzie wystąpienie władcy ma uchodzić za kulminację spektaklu, gdzie wyraźnie wyodrębniają się role społeczne osób uwikłanych w życie polityczne oraz widowni, które z rzadka przydziela się czynny udział w spektaklu władzy. Spektakl ten umożliwia kontrolę zachowań, uczy szacunku skłania do adoracji. Jego najważniejszymi elementami są „gra o władzę” oraz kreowanie publicznego wizerunku władcy. Mądry władca, niezależnie od ustroju politycznego, nie powinien bowiem troszczyć się o to jaki ma być, ale o to za jakiego ma uchodzić.

Mity usiłują przekonać, że dany układ hierarchii władzy czy hierarchii społecznej jest wieczny, idealny, jedyny możliwy, najlepszy dla wszystkich. Podległym obywatelom sugerują, że tylko wtedy mają oni zapewnione bezpieczeństwo, gdy znajdą się w polu objętym przez władzę znajdującą się na szczytach drabiny — szczytach, których nie widać dobrze z dołu. Kiedyś hierarchiczność władzy i centralną pozycję władzy podkreślało się różnymi symbolami: pałacami, katedrami, podobiznami władcy. Dziś wystarczy dobrze wykonane zdjęcie prasowe, odpowiednie opublikowanie na kolumnie prasowej czy atrakcyjna prezentacja w mass mediach.

Specjalną rolę polityczną odgrywają mity początku. Są tak dawne, tak mgliste, że stanowią repertuar rozlicznych, często sprzecznych wobec siebie odwołań i nawiązań (w Polsce widać to na przykładzie Solidarności). Mity początku służą zbiorowej autoidentyfikacji przez gloryfikację jej przeszłości, czemu towarzyszą zwykle bardziej teraźniejsze interesy polityczne grupy posiadającej władzę lub grupy dążącej do władzy.

Inną rolę pełnią mity millenarystyczne. Wyobrażenie końca świata może dyscyplinować społeczeństwo, sprawiać, że jego przedstawiciele zechcą oddać się w opiekę władzy czy — szerzej — sił, które zapewnią doskonałe spełnienie tego wszystkiego co po zapowiadanym końcu świata ma nastąpić. Związane jest też z tym oczekiwanie na zbawcę, „mesjasza”, który ma naprawić całe zło istniejące w dotychczasowym świecie. Ten rodzaj mitu łatwo odnaleźć nie tylko w obecnej kadencji Obamy, ale też w wydarzeniach po atakach 11 września — obywatele USA złożyli na ołtarzu mitu końca świata część ze swej prywatności i praw publicznych.

Kolejną grupą mitów są mity zła, które mają przypominać o realnych, a jeszcze częściej wyimaginowanych zagrożeniach bezładem, anarchią, rozbiorami czy po prostu przypominać o istnieniu wrogów. Ci ostatni zazwyczaj bywają urojeni, jednak to nie stoi na przeszkodzie do eksploatacji tego mitu. Wystarczy przecież niewielka prowokacja. Mit zła ucieleśniał kiedyś Związek Radziecki i Fidel Castro. Potem — Saddam Husein i Osama Bin-Laden. W tę grę próbuje grać obecnie Rosja (prowokacja gazowa, wojna w Gruzji) i Korea Północna (program nuklearny).

Mit polityczny pełni też rolę ideologiczną, przyczyniając się do odróżnienia wyznawców jednego mitu od wyznawców innych mitów. W Polsce świetnie to widać — zwolennicy mitu „cudu gospodarczego Tuska” i zwolennicy mitu „IV RP”. W USA — zwolennicy demokratów (liberałowie) i zwolennicy republikanów (konserwatyści). Można odnieść wrażenie, bardzo sceptyczne, że tak zachwalana demokracja to w istocie „mętna woda”, w której rządzą oligarchowie w połączeniu z medialnym wsparciem public relations, gdzie sprawiedliwość występuje jako hasło w encyklopedii, a praworządność zależy od stanu portfela.


Łatwo jest uznać mit polityczny za przejaw „naiwnej wiary w politykę”, element irracjonalny w hiperrealistycznym świecie opartym na ekonomii, kapitale i własności prawnej. Jednak mit nie jest kuriozum świadczącym o bezradności rozumu. Wręcz odwrotnie — stanowi on przejaw jak najbardziej racjonalnej i wyrachowanej działalności. Przykłady? „Wielki skok” Mao Tse-tunga. „Nowy Ład” Theodore’a Roosevelta. „Druga Japonia” Lecha Wałęsy.

W obecnym systemie politycznym opartym na kadencyjności i faktycznym braku natychmiastowej reakcji wyborców mity polityczne mają się dobrze i nie odejdą. Dlatego ważne jest, by uświadomić sobie ich negatywne skutki. Przede wszystkim jest to aktywizowanie wyobraźni społecznej wokół złudzeń, zamazywanie wiedzy o wydarzeniach i procesach społecznych, dominacja emocji deformująca rzeczywistość w medialnych przedstawieniach, podejmowanie działań opartych na fałszywych ocenach, manipulowanej wrogości lub sympatii.

Mity polityczne przynoszą złudzenia, fikcje, mieszaninę prawd, półprawd, fałszów i wyraźnych przekłamań, których proporcji nie sposób dociec. Ale jednocześnie czynią politykę sferą bardziej ludzką. Stanowią rodzaj aksamitu w walce o władzę, okrywającego brutalność zmagań i małostkowość pragnień. Mity przydają polityce tego co jest w nich najbardziej charakterystyczne — niejednoznaczności i finezyjnego oddziaływania.

Mity polityczne mogą pomagać społeczeństwu i mogą być zawalidrogą w jego rozwoju, mogą oszukiwać i mogą sprzyjać w określeniu własnej tożsamości i osiągnięciu celów. To tylko narzędzie. Liczy się kto stoi za danym mitem i co ma zamiar zrobić korzystając z niego. „Po owocach ich poznacie” — w stu procentach  odnosi się to do polityków.

Więcej informacji na temat przeszkód w komunikowaniu między ludźmi, instytucjami i mediami w dzisiejszych czasach znajdziesz w książce „Bariery w komunikowaniu i społeczeństwo (dez)informacyjne” Mariana Golki (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2008). Książkę znajdziesz w księgarni www.ksiegarnia.pwn.pl, wpisując w pole wyszukiwarki tytuł.

Źródło: Wydawnictwo Naukowe PWN

 

Dodaj swój komentarz

Imię:
Temat:
Komentarz: