|
W jaki sposób względnie mała grupa bojowników, nawet jeśli byli oni zdeterminowani, mogła przeciwstawić się najpotężniejszemu państwu w historii bez aktywnego wsparcia ze strony innych państw? bin Laden i jego zwolennicy wierzą, że stało się tak dlatego, iż Bóg jest z nimi.
Jednakże na wszelki wypadek stworzyli oni nową formę organizacji i rozwinęli taktykę i ogólną strategię dostosowaną do warunków tzw. asymetrycznej konfrontacji. Z jednej strony, cała potęga militarna, jaką świat może opanować, z drugiej zaś całkowite lekceważenie ludzkiego życia, począwszy od życia bojowników, i poleganie na zaskoczeniu, nieprzewidywalności i globalnym usieciowieniu.
Głównym elementem tej strategii jest usieciowienie. Oznacza ono, że Al-Kaida ma rdzeń w postaci grupy przywódców (bin Laden, a na wypadek jego śmierci al-Zawahiri oraz inni, którzy nadejdą), ale nie ma struktury dowodzenia i kontroli. Prawdziwym wiernym, którzy odpowiedzą na wezwanie i przejdą proces selekcji, Al-Kaida zapewnia szkolenie i indoktrynację. W większości przypadków wierni ci wracają tam skąd pochodzą i angażują się w bojowe działania w swych własnych krajach. Pozostają w kontakcie z przywódcami Al-Kaidy, ale na ogół działają na własną rękę, improwizują, znajdują zasoby i podejmują własne inicjatywy. Zasada walki jest bardzo prosta: uderzaj tak mocno, jak to możliwe, zawsze i wszędzie, gdzie możesz, we wroga, którym jest w głównej mierze rząd Stanów Zjednoczonych oraz amerykańskie firmy i obywatele, ale także wszyscy ludzie z Zachodu i symboliczne punkty połączeń między społeczeństwami muzułmańskimi i niewiernymi: lotniska, instalacje firm międzynarodowych, szlaki transportowe, globalne centra turystyczne.
Strategia ta sprowadza się do bezwzględnego ataku, zawsze i wszędzie, na wszystkie cele, które reprezentują „tych na górze” (chrześcijan, łącznie z Rosjanami, Żydów i innych prześladowców muzułmanów, np. Indie, a koniec końców także Chiny). Stosowne obiekty mogą pojawić się zawsze i wszędzie. Kampanie wszczyna się łatwo, choć niekoniecznie w skoordynowany sposób, poprzez nagrania i oświadczenia przekazywane mediom, a zwłaszcza globalnej, niezależnej sieci muzułmańskiej Al-Dżazira, będącej alternatywą dla CNN.
Komórki Al-Kaidy są w dużym stopniu autonomiczne w swoich inicjatywach: zaopatrywane w środki oraz ogólne instrukcje i pole działania pozostawione są swemu podstawowemu instynktowi i strategicznemu planowaniu. Tylko niektóre decydujące akcje są planowane centralnie jak zamachy z 11 września. Jest to tradycyjna taktyka organizacji złożonych z komórek, stosowana przez wszystkie ruchy rewolucyjne w historii. Lecz organizacja Al-Kaidy dodaje do niej kilka urozmaiceń: autonomia jest o wiele większa, ponieważ mamy do czynienia z prostotą celów oraz dlatego, że mistyczny charakter organizacji, całkowicie poddanej woli Boga, minimalizuje problemy związane z dyscypliną. A także, ponieważ dzięki zaawansowanej infrastrukturze technologii komunikacyjnych, porozumiewanie się jest łatwiejsze. Naturalnie, szeroko wykorzystywany był Internet, zwłaszcza do przesyłania e-maili wykorzystujących techniki szyfrowania (PGP, dostępne online do darmowego ściągnięcia), a przenośne telefony satelitarne ułatwiły globalny kontakt na podstawie uprzednio ustalonych szyfrów. Z powodu nacisku kładzionego przez rządy na Internet (nowy pretekst do kontroli swobodnej komunikacji przez Internet), najważniejsze kontakty pozostawały jednak osobiste, a kluczowe wiadomości przekazywano z ręki do ręki. Z tego też względu naprawdę decydująca jest globalna sieć transportu powietrznego, która dzięki lotom umożliwia kontakt każdemu z każdym, przy założeniu, że ma się odpowiednie wizy. Dość interesujące jest to, że Al-Kaida zdecydowała się nie wykorzystywać olbrzymiego rynku fałszywych wiz i paszportów, polegając zamiast tego na założeniu o niekompetencji amerykańskich agencji szpiegowskich. Mieli rację: tylko kilku z przyszłych terrorystów miało jakieś problemy z zapewnieniem sobie normalnej wizy amerykańskiej pod własnym nazwiskiem i z własnym paszportem. Dodatkową cechą tej sieci terrorystycznej jest to, że jej główni aktywiści, ci, którzy ostatecznie wchodzą w bezpośredni kontakt z wrogiem, mają umrzeć. Nie ma zatem żadnej obawy złamania ich w czasie tortur, żadnych zdrad i żadnych informacji poza śladami utraconego życia. Oczywiście, zawsze jest szansa, że w ostatniej chwili któryś z nich zmieni zdanie. Właśnie dlatego mieszkają i działają w grupach i właśnie dlatego dopiero w ostatniej chwili ujawniane są szczegóły planu. Co więcej, wielu z tych wykonawców centralnie planowanych ataków jest osobiście powiązanych z innymi członkami grupy: są rodziną, przyjaciółmi, razem studiowali, razem ponownie odkrywali islam. Jest to zwarty krąg, który staje się węzłem sieci zwartych kręgów na całym świecie.
Konsekwencje tej sieciowej organizacji są ogromne. Jak państwa mogą walczyć z sieciami? Mogą zbombardować niektóre bazy operacyjne i niektóre punkty dowodzenia (jak zrobiły to w Afganistanie), ale nie mogą zbombardować Hamburga, gdzie w rzeczywistości przygotowano zamachy z 11 września. Nie sposób zbombardować sieci, można tylko zniszczyć jej węzły w bardzo długiej i kosztownej, ogólnoświatowej strategii, która zawsze musi się liczyć ze zdolnością sieci do samoreprodukcji i rekonfiguracji. Konflikt między mobilnymi sieciami globalnymi a państwem związanym z narodem to istotnie konflikt asymetryczny: sieci mają w nim zdecydowaną przewagę. Państwa próbują tworzyć globalne sieci państw. Jednak to usieciowienie państw zwiększa ich zdolność karania (mogą zbombardować więcej miejsc), ale wcale nie zwiększa ich skuteczności: węzły wciąż mnożą się w wielu różnych punktach, mieszając z miejscową ludnością, uderzając tam i wtedy, gdzie i kiedy im to pasuje, w niekończącej się spirali przemocy.
Ze względu na tę organizacyjną elastyczność globalne sieci islamiczne polegają na dwóch głównych taktykach działania. Pierwszą jest terror – spowodować szkody gdziekolwiek, kiedykolwiek, w taki sposób, by ludzie i instytucje ze Stanów Zjednoczonych i państw, które je wspierają, żyli w strachu. Sieci oczekują, że z czasem stanie się to nie do zniesienia: jest to kwestia prowadzenia walki wystarczająco długo. Terror należy rozszerzać tak bardzo, jak to możliwe, ale również różnicować w zależności od okoliczności i możliwości bojowników. Oczywiście głównym środkiem zastraszania jest broń chemiczna i biologiczna. W dalszej kolejności użyte mogą zostać niewielkie bomby jądrowe. Nie jest to takie łatwe, więc taktyki muszą być uproszczone. Wykorzystanie samolotów pasażerskich jako bomb było o wiele prostsze i skuteczniejsze niż zdobywanie i odpalanie pocisków. Należy oczekiwać innych „oszczędnościowych” taktyk. Samobójczy aktywiści Al-Kaidy mają praktyczną umysłowość inżynierską. W końcu tylko niewielu z nich jest zawodowymi inżynierami i lekarzami. Gdy problem zostaje zdefiniowany, właściwe rozwiązanie zależy do warunków i zasobów. Spodziewaj się czegoś nieoczekiwanego, ponieważ jest oczywiste, że nikt o tym nie pomyślał – przynajmniej nikt ze sprawujących władzę, bo pisarze już lata wcześniej przedstawiali scenariusze podobne do zamachów z 11 września.
Drugą taktyką jest polityka medialna. W końcu działanie jest nastawione na ludzki umysł, na przekształcenie świadomości. Media – lokalne i globalne – są środkami komunikacji, poprzez które kształtuje się opinię publiczną. A zatem działanie musi być zorientowane na media, musi być spektakularne, musi zapewniać dobry materiał filmowy, tak żeby cały świat mógł je zobaczyć: jak film hollywoodzki, ponieważ to on właśnie wytrenował ludzki umysł w naszych czasach. Lecz nie ma potrzeby sygnowania lub przyznawania się do tych akcji – jest to elementarny błąd amerykańskich i zachodnich analityków. Al-Kaida przyznaje się do swych akcji dopiero znacznie później, kiedy nie zagraża to już zdradzeniem przy okazji ważnych informacji. A nie robi tego, bo nie ma takiej konieczności. Nie ma ona praw autorskich na terror w imię islamu. Cokolwiek, gdziekolwiek uderza we wroga, zostanie radośnie powitane przez uciskane muzułmańskie masy. To umysły, umysły prawdziwych muzułmanów, są prawdziwymi celami Al-Kaidy. Jeśli idzie o ludzi Zachodu, Al-Kaida celuje w serca, a nie w umysł. Nie żeby się z nimi porozumieć, lecz żeby ich zastraszyć. A strach jest bardziej przerażający, kiedy pochodzi z niewiadomych źródeł. Media jako środek komunikacji z muzułmanami na świecie są podstawową bronią Al-Kaidy, ponieważ naśladuje ona świecką tradycję działania dla przykładu, praktykowaną przez rosyjskich, francuskich, włoskich i hiszpańskich anarchistów: uderzyć w serce wroga, aby pokazać jego słabość, wstrząsnąć mitem jego niezwyciężoności, wygnać strach z umysłów i woli młodych lwów islamu. Każdy poważny akt terroru w Ameryce jest zwycięstwem woli Boga nad największą potęgą Ziemi. Niezależnie od tego, jak smutny był to obraz, kiedy po obejrzeniu eksplodującego Nowego Jorku muzułmańska młodzież tańczyła na ulicach miast całego świata, Al-Kaida wiedziała, że jej taktyka była słuszna w ramach jej szczególnej, zniekształconej wizji świata.
W ostatecznym rozrachunku Al-Kaida działa zgodnie z dwoma planami. Pierwszy, którego trzymała się do 2001 r., można nazwać Syndromem Somalijskim. Ameryka i Amerykanie nie są gotowi na śmierć, w przeciwieństwie do wojowników islamu, którzy żarliwie pragną męczeństwa. Kilka spektakularnych zabójstw, takich jak zabicie amerykańskich żołnierzy w Somalii, zmusi ich więc do wycofania się, jak to miało miejsce w Wietnamie lub w Somalii. Jednak po kampanii w Afganistanie w 2001 r. Al-Kaida, która sama ledwie zdołała przetrwać amerykański odwet, widząc, że talibowie rozpadają się, a ich pakistańscy stronnicy szukają schronienia, zmieniła taktykę. Terror miał stać się naprawdę globalny, miał też uderzać we wszystkie nadarzające się cele. Sieć stała się luźniejsza, ale media dostarczyły pośredniego kanału komunikacji, co pozwoliło na udział w walce. Specjalny nacisk położono na znalezienie sposobów zdobycia broni masowego zniszczenia, co oczywiście nie było jedynym celem – prawdziwym celem było rozbudzenie muzułmańskich mas, a to wymagało ich pełnego współuczestnictwa. Powstania w krajach muzułmańskich i ataki na symbole Zachodu stały się zatem łatwiejsze i bardziej pouczające. Jednak ostateczną bronią, zdaniem Al-Kaidy, jest wola Boga. Właśnie dlatego nie ma wątpliwości co do wyniku walki i właśnie dlatego walka ta będzie się ciągnąć bez końca. W tym przypadku siłą tożsamości jest siła Boga.
Więcej ciekawych informacji o współczesnym świecie, jego pulsującej tożsamości, kakofonicznej komunikacji i sieciowej rzeczywistości znajdziesz w książce Manuela Castellsa „Siła tożsamości” (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2008). Książkę znajdziesz w księgarni www.ksiegarnia.pwn.pl, wpisując w pole wyszukiwarki tytuł. Wykorzystanie za zgodą Wydawcy.
|